curvus

Krzysztof Wytyk

IMPRESJE…,

czy też przemyślenia słowno – obrazowe (bardziej słowne, ponieważ artystą się nie czuję,  jeśli już to rzemieślnikiem).

  • Jeśli umiesz obserwowoać i wyciągać wnioski – to co masz przed oczami powinno ci wiele powiedzieć. Zdjęcie jest sprzed pięciu lat, aktualny wygląd powodował, że miałem wrażenie iż diabli ekran wzięli – starość. Szczególnie przestrzegam właścicieli urządzeń tyleż małych, co przenośnych. Prowadzi taki samochód i będę go miał na sumieniu. No i dzieci nie chciałem straszyć. Czasem takie niewiniątko zabłądzi w sieci i trauma na całe życie. Niesamowicie empatyczny ja postanowiłem mu tego oszczędzić. Dla ciekawskich (na własną odpowiedzialność).
  • No i kocham (akcencik emocjonalny) czerń, stąd dodatkowy efekt nagrobkowy. Cóż, jeśli więc ktoś trafił tu przypadkiem, co spowodowało wzrost nastrojów depresyjnych – przepraszam.
  • Nie wiem o co mi chodzi z tymi ptakami? O ile autorefleksja się powiedzie – nie omieszkam poinformować. Na razie niech sobie fruwają i już – happy bird day.
  • A tak drzewiej  bywało.

Zastanawiam się, po co to robię. Podsumowanie, nostalgia, jesień życia (rzekłem mało oryginalnie) – jeden Bóg raczy wiedzieć, a Ten z natury rzeczy cedzącym słowa jest. Sam uważam, że od czasu powszechnej likwidacji analfabetyzmu, co drugiemu idiocie wydaje się, że ma coś do powiedzenia, i uchowaj Boże – napisania. Jesli zatem, szeroka publiczność (nie mam na myśli osobistych wymiarów) uzna, że powyższy przypadek zachodzi – proszę o poinformowanie zaślepionego autora, który dokona autodestrukcji immediately.

… o czym?

Tworzę – za duże słowo, wręcz megalomania.  W pewnym sensie wszyscy tworzymy, o ile nie jest to zwykłe pomnażanie bytów. Nie mnie oceniać.  Nie chcąc zabrzmieć patetycznie, trzeba zasłużyć na… – nemo iudex in causa sua. Ten zaś akapit wynika jedynie z obowiązku wytłumaczenia się, po jakiego grzyba (piszący) pcha się na afisz, zwłaszcza gdy słup lichy.

  • null

    samo

    tłumaczenie

Sam fakt potrzeby pisania już prosi się o diagnozę, lub wręcz podejrzenie o skłonności ekshibicjonistyczno – narcystyczne, co mam nadzieję nie zachodzi. Proszę jednak anonimowych, a co za tym idzie – odważnych krytyków wszystkiego, o surfowanie obok. Serdecznie zapraszam zaś wszystkich mających ochotę wymienić się pogladami (niekoniecznie spójnymi z autora) do dyskusji.

Czasem coś zamieszczę – znając siebie – w sposób nieregularny w formie fermentu myślowego. Można, a nawet trzeba komentować. Cenzura dotyczyć będzie jedynie zwykłych niegrzeczności.

Dlaczego tutaj? Co prawda jestem obecny na wielu portalach społecznościowych, ale z naciskiem na – obecny. Chcąc zamieścić treści większe (objętościowo) i poważniejsze (choć nie stronię od ironii) nie chciałem się zagubić pośród obiadów, które ktoś zjadł oczym nie omieszkał poinformować świat, ku wzrastaniu przyszłych pokoleń, tudzież innych równie istotnych eventów. I przede wszystkim nie zamierzam nikogo dyskredytować, choć powyższe zdanie może coś takiego sugerować. To raczej chęć unikania pustosłowia, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że samemu również mogę krytycznie oberwać. Proszę bardzo, byle konstruktywnie.

Oczywiście – sam fakt potrzeby pisania, to już diagnoza zapewne uruchamiająca domorosłych psychologów. Tego nie uniknę, a niech tam. Natomiast jeśli trafi się rosły, niekoniecznie -domo, chętnie posłucham. 

Komentarze, a raczej głośne myślenie, do otaczającej rzeczywistości tej tu, teraz i wymyślonej. Może nawet okraszonej fantazją – zobaczymy.  Tym ma być ten fragment sieci. Rodzaj sztambucha z nieregularnymi wpisami. 
A i jeszcze to określenie – curvus, to nie prowokacja lub, broń Panie Boże, opis cech charakteru (mam nadzieję) – li tylko łaciński odpowiednik określenia krzywy (dwie pierwsze sylaby imienia i nazwiska) – rodzaj aliasu, lub pseudonim.

Silentium maneat!